Przejdź do głównej zawartości

198.

To nie ten etap, kiedy mówią, że mogę być kimikolwiek chcę. 
Bo czas pewnych wyborów już minął
I teraz ponoszę tego konsekwencję.

Czy źle wybrałam?
Nie wiem
To się jeszcze okaże.

Na razie wiem tylko, że to, co brałam za pewnik,
było po prostu presją.

To, że jestem w czymś dobra, nie znaczy, że chcę z tym wiązać swoją przyszłość.
Bo polonista nie może mieć poczucia, że nie da się ująć w słowa tego, co siedzi w głowie; bo emocje wydają się nie przenikać słów tylko spływać po nich wąską strużką albo wymykać się, jakby to nie papier był ich właściwym miejscem.

Zresztą, mówienie nigdy nie było czymś, co łatwo mi przychodzi.
Ja byłam od pisania i myślenia,
zawsze
a przynajmniej od jakiegoś czasu.

I może porywam się na coś, co większość zadziwi,
może zawiedzie.
Ale dla mnie liczy się tylko to, żebym siebie nie zawiodła.
Do tego też trzeba dorosnąć.

Może stawiam wszystko na jedną kartę.

Ale wbrew pozorom próbuję się odratować.
Bo gdybym mogła przenieść się w czasie, wybrałabym inaczej.
Nie tą drogą bym ruszyła.
Człowiek, ale nie od tej strony.

Ale może wtedy tego potrzebowałam?
Potrzebowałam góry książek i poezji; potrzebowałam wychowawczyni, która będzie zachwycona mną i klasy, która sprawi, że poczuję się jej częścią.
I to dostałam.
Czyli to nie był taki zły wybór.

Nie jest mi smutno.
Ostatnio nigdy nie jest mi smutno.
Czasami tylko wpadam w gorzko-słodką panikę.
Bo jak to, bez Mamy? bez braci? bez sąsiadów, z którymi w weekendy rozmawiam w piżamie przez płot?
Bez tego wszystkiego co otaczało mnie przez prawie 19 lat?
Ale przecież życie-do-góry-nogami daje tyle możliwości.
Znów będę zaczynać od nowa.
Jestem mistrzem w budowaniu od samego początku.

A teraz chłonę każdą sekundę wspaniałego nic-nie-robienia.
Wbrew pozorom robię bardzo dużo.
Bardzo dużo nie robię nic.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

192.

Nie muszę mieć swojej świty.
Mam gdzieś to, co mówią za moimi plecami, bo jeżeli mówią, to znaczy, że czegoś zazdroszczą.

Wolę być sama niż ciągle czuć, że przy kimś się nie rozwijam, a nawet przeciwnie- tracę chęci.
Nie mam już cierpliwości do wiecznego niedoceniania i wykorzystywania.
Nie chcę już więcej czuć, że nie mam w nikim oparcia, mimo że ktoś nazywa się moim przyjacielem.
Nie lubię patrzenia na to, gdy ktoś stawia kogoś celowo w krępującej sytuacji, poniża kogoś czy oczernia za plecami.

Chciałabym mieć przy sobie dojrzałych ludzi, którzy wiedzą, że pieniądze nie biorą się w portfelu znikąd; którzy mają tyle ambicji, żeby samemu o siebie zadbać.
Chce przy sobie ludzi, którzy będą mnie motywować, inspirować i zaskakiwać;
ludzi, którzy chcą coś osiągnąć pracą, a nie krętactwem i koneksjami.
Chce kogoś przy kimś nie będę musiała się wstydzić, że wiem i chcę wiedzieć; że coś mnie interesuje, a nie frustruje; że coś podoba mi się dlatego, że przyglądnęłam się temu z bliska, a nie dlatego,…

183.

Pamiętam, że z niecierpliwością czekałam na 10 urodziny. Wydawało mi się, że to furtka do nastoletniego życia.

Później w dobie fascynacji magicznym światem Harry'ego Pottera marzyłam o tym, by wreszcie dobić do 15, bo właśnie tyle mieli bohaterowie w mojej piątej, ulubionej części.

Jednak to 16 lat wydawało mi się prawdziwie nastoletnim wiekiem, kiedy człowiek jest zawieszony w słodkiej próżni między beztroskim dzieciństwem i czasem, kiedy będzie zaliczał się do rozrywkowego grona "Młodzieży".

A potem już nie czekałam.
Potem zapomniałam, że wiek może być jakimkolwiek wyznacznikiem mądrości i dojrzałości.
Bo sama uważałam siebie za nastoletnią staruszkę. Tak się czułam, tak funkcjonowałam, tak żyłam.

A potem zaczął się inny czas. Czas odnowy.                                          

I zaczął się 2016.
 Najpierw otrzeźwił nas powiewem przenikającej do szpiku kości ciszy, dał o sobie znać dławiącym płaczem rozpaczy i uczuciem bezdennej pustki, która, wydawało się, że będz…

184.

Nie zostanę tutaj.
Wiem to.
Nie jestem jedną z tych, którym wystarcza małe miasteczko na całe życie. Nie potrafię się tu zaszyć i ciągle tu wracać. Nie potrafię nasycić się tymi samymi twarzami, które codziennie widuje i nigdy nie wystarczą mi te marne, choć cudownie znajome, widoki.
To nie moje miejsce. Choć jednocześnie tak bardzo moje, bo znane od podszewki.

Ale ja zawsze mierzyłam wysoko.
Bo przecież to ja jestem najlepsza.
Bo przecież to ja muszą zajść najdalej.
Bo przecież to ja muszę udowodnić wszystkim, że potrafię.

Nie, nikt nigdy mi tego nie powiedział.
Ja sama w sobie to zasiałam.
Kiedyś taka nie byłam.
Ale teraz cieszę się, że taka jestem choć wiem,że ta chora ambicja aż zżera mnie od środka.
Ale dzięki temu jestem tutaj.
Dzięki temu czuję się mądrzejsza o całe 3 lata walki, upokorzeń, obsesji i paranoi.
Dzięki temu wygrałam walkę o własne życie.

I nigdy nie czułam takiej harmonii.
Nigdy jaśniej nie widziałam celu, który rysuje się na horyzoncie.
Nigdy nie byłam bardziej pogodzona z tym co…